| Wypłyń na płyciznę |
|
|
|
|
Człowiek epoki fast food przenosi zwyczaje żywieniowe na inne dziedziny życia. Dotyczy to również sfery duchowości czy wiary. Polski katolicyzm jak wiadomo jest masowy. To oczywiście nie oznacza, że wszyscy we wszystkim zgadzają się z Kościołem. Jednak bez wątpienia większość wierzących przyznaje się do katolicyzmu. Dotyka go wybiórczo, bez nalezytej głebi, która cechuje chyba każdą religię. Istnieje w nas pokusa wiary w pigułce. To mentalnośc fast food w której każdy chciałby wszystko załatwić szybko, sprawnie, najmniejszym kosztem i nakłądem sił czy chęci. Problem ten dotyka nie tylko świeckich, ale również księży. Ci pierwsi chcieliby wszystko w Kościele "załatwić" szybko i bezstresowo. Co drudzy chcieliby mieć rzeszę gorliwych wyznawców Chrystusa maksymalnie niewielkim wysiłkiem. mentalność fast food dotyka przecież bez względu na miejsce w Kościele, bo jest wytworem kultury. W ten sposób rozmijamy się z sednem sprawy. Wiara i wogóle każda religia potrzebuje głębi. To płycizna zabija. Brak wejścia w głąb sprawia, że stajemy się religijnymi formalistami, a wiara i praktyki religijne zamiast kształtować nasze życie, staje się jedynie lekarstwem na wyrzuty sumienia. to stanowczo zbyt mało, jesli chcemy uwazać się za ludzi religijnych. Przychodzi mi tu na myśl cykl przygotowania do bierzmowania. Karteczki, indeksy w których młodzi zbierają podpisy za uczestnictwo w religijnych praktykach. I wcale nie chodzi o długośc tego przygotowania, które trwa nieraz i trzy lata. Chodzi o sposób przeżywania wiary. W założeniu pomysłodawców "systemu karteczkowego" miał on ułatwić młodym płynne wejście w praktyki religijne człowieka w wierze dojrzałego. Jednak boję się, że jest to działanie nieskuteczne. Gdy człowiek czuje się do czegoś zmuszony, traktuje pomysłodawcę tego systemu nie jak przyjaciela, ale jak agresora. Agresor ten - jak mu się wydaje - planuje zamach na jedną z najcenniejszych wartości, która kstzałtuje nawet niewierzących. Jest nią wolność. Z drugiej strony zdaje sobie sprawę, że większość kandydatów do bierzmowania - gdyby nie karetczkowy system - nie kojarzyłaby na czym polega nabożeństwo drogi krzyżowej czy majowe. Problem polega jednak na tym, że system ten nie zdaje egzaminu. Praktyki religijne młodziezy wcale nie wzrastają, a w niektórych przypadkach bierzmowanie staje się pożegnaniem z Kościołem. Szkoda, że trzech lat karteczek nie można zamienić na przykład na uczestnictwo w młodziezowej grupie przyparafialnej, parafialnym caritasie czy wakacyjnych rekolekcjach. Z doświadczenia wiem, że formy te są co prawda krótsze, ale skuteczniejsze. Oczywiście taka organizacja wymaga więcej wysiłku. Może więc czas wypłynąć na głebię.
Piotr Chudziński |





