Białej jest czarne, a czarne jest białe PDF Drukuj Email

Francuski filozof i pisarz Monteskiusz wprowadził podział władzy w państwie na ustawodawczą, wykonawczą i sądowniczą, i przez dłuższy czas wszystko wskazywało na to, że tak pozostanie. Czekaliśmy cztery wieki i byliśmy wtedy świadkami narodzin „czwartej władzy” – mediów. Organów prawnie niepisanych, jednak powszechnie przyjętych i uznawanych.

Władza – to możliwość wywierania przez jednostkę bądź grupę rzeczywistego wpływu na istotne okoliczności życia przez ukierunkowywanie własnego postępowania (władza nad sobą – indywidualna) lub postępowania innych osób (władza nad innymi – społeczna) [Wikipedia, dn. 05.06.09 r.]. W myśl przytoczonej definicji nie bez powodu media okrzyknięte zostały „czwartą władzą”. Zgodnie z Dziennikarskim Kodeksem Obyczajowym dziennikarstwo jest „zawodem służebnym wobec społeczeństwa. Podstawowym prawem i obowiązkiem dziennikarza jest poszukiwanie prawdy oraz umożliwienie każdemu człowiekowi realizacji jego prawa do uzyskania prawdziwej, pełnej i bezstronnej informacji, a także uczestniczenia w debacie publicznej”. Dalej czytamy: „Dziennikarz bezstronnie relacjonuje, omawia i analizuje fakty oraz procesy społeczne, przedstawia ich kontekst oraz szeroką gamę poglądów na ich temat, z podaniem źródła przytaczanych opinii”, „Dziennikarzowi nie wolno manipulować informacją”, „Obowiązkiem dziennikarza jest oddzielenie informacji od komentarza”, „Dziennikarz, pełniąc swoje obowiązki zawodowe, oddziela od nich własną działalność polityczną i społeczną”… Kodeks analizować można punkt po punkcie i jak szablon przykładać do obecnej rzeczywistości, trzeba mieć jednak na uwadze to, że otrzymany wynik odczytać należy używając przysłowiowego krzywego zwierciadła…

Media są silne, przyciągają uwagę społeczną, zmieniają opinie i poglądy, informują szybko, mają możliwość wpływania na ludzkie zachowania i poszerzają horyzonty, ale również skutecznie pomijają informacje, mieszają je z rozrywką, upraszczają i traktują wybiórczo oraz zawężają pole widzenia. Wszechstronne zainteresowanie mediami i podziw obywatela dla dziennikarskiego kunsztu potęguje wśród dziennikarzy i redaktorów ich wyjątkowość dla siebie samych a podparta wszechobecną „wolnością słowa” otrzymuje społeczne przyzwolenie na manipulowanie i ogłupianie przeciętnego Kowalskiego. ( dziwne strasznie jest to zdanie. Co to jest wyjątkowość dla siebie samych? Zmieniłabym to zdanie tak: Wszechstronne zainteresowanie mediami i podziw obywatela dla dziennikarskiego kunsztu potęguje wśród dziennikarzy i redaktorów przekonanie o własnej wyjątkowości, dzięki czemu oni poparci wszechobecną wolnością słowa, otrzymują społeczne przyzwolenie na manipulowanie i ogłupianie przeciętnego Kowalskiego. Jest to prostsze tym bardziej, że zaufanie do mediów jest wysokie. Jak wskazują badania TNS OBOP z 2003 r. piramida zaufania do mediów przedstawia się następująco: na szczycie od wielu lat – 76% Polskie Radio S.A., 70% prasa, 69% rozgłośnie radiowe prywatne i komercyjne, 68% prywatne stacje telewizyjne, 65% Telewizja Polska S.A., a stawkę zamyka z 32% Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji. Ta ostatnia ma za zadanie stać na straży wolności słowa, prawa do informacji oraz interesu publicznego w radiofonii i telewizji. Cel szczytny, a dla jej członków zapewne zaszczytny. Nowelizacja ustawy o KRRiT z grudnia 2005 r. zmniejszyła liczbę członków Rady. Zmiana przepisów posłużyła zasileniu jej szeregów członkami rządzącej wówczas koalicji, co wskazywać może na stricte prawicową straż wolności słowa.

Polskie media „grzeszą”, a „rozgrzesza” je lub nie Rada Etyki Mediów. Powstała z inicjatywy Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, zajmuje się pilnowaniem przestrzegania zasad etycznych przez media. Na podstawie składanych skarg w latach 2005-2006 REM wytknęła rodzimym mediom ich największe błędy: manipulacja faktami i tzw. podkręcanie informacji, „amatorska lustracja”, odmowa publikacji sprostowań, a także załatwianie prywatnych porachunków właścicieli mediów za pomocą publikowanych w nich materiałów. Zwróciła również m. in. uwagę na m.in. coraz powszechniejsze lekceważenie profesjonalizmu dziennikarskiego, instrumentalne traktowanie norm etycznych, a także „niebezpieczny prymat polityki rozrywki i drastyczności w sferze zainteresowań mediów”.

Gdzie należy więc upatrywać przyczyn w dziennikarskim wypaczeniu słów moralny i etyczny? Otóż powodów jest wiele. Zacząć należy od brukowych dziennikarzyn, które po trupach dążą do nałożonej odgórnie zasady redakcyjnej „sensacja za wszelką cenę”, co skutkować może zatrzymaniem posady lub wybiciem się; rozległe znajomości i chęć zyskania pozytywnego PR, ukryty sponsoring; konsumpcjonizm, komercyjna chęć zysku i na koniec „jaki pan – taki kram” – jaka władza, takie media.

Musimy mieć zatem oczy szeroko otwarte, a w głowie szufladki odpowiednio uszeregowane i opisane, by nie dać się zmanipulować, by nie być nieświadomym uczestnikiem medialnego szumu informacyjnego, a będąc nieco znudzonym słuchaczem ważnej konferencji naukowej nie wylądować na pierwszej stronie poczytnego szmatławca z komentarzem „Zasmucony działaniami swojej partii … uczestnik wiecu wyborczego w …”.

 

Patrycja Borkowska

 
© 2009 Dobry Portal