Za rok w Jerozolimie... PDF Drukuj Email

O Poznaniu, jego dawnych mieszkańcach, tolerancji, Wielkanocy i Pesach ze Zbigniewem Pakułą rozmawia Grzegorz Żmijewski

Grzegorz Żmijewski: Mógłby Pan powiedzieć naszym czytelnikom na czym polega, czym jest projekt "Miasteczko Poznań"?

Zbigniew Pakuła: To projekt który rozpoczął się 6 lat temu. Jego kotwicą jest czasopismo „Miasteczko Poznań” opowiadające o żydowskiej przeszłości Poznania i Wielkopolski. Rejestruje ono także współczesne wydarzenia dialogu polsko-żydowskiego, manifestacje kultury żydowskiej i wydarzenia Związku Gmin Żydowskich RP, którego filia znajduje się w Poznaniu. Formuła czasopisma jest prosta i dotyczy wielokulturowości Poznania i Wielkopolski. Od początku wiedzieliśmy, że musimy być otwarci na autorów i tematy przekraczające granice regionalizmu. Ważne było, że tu, w Poznaniu, ukazuje się pismo w którym autor mieszkający w Tel Avivie, Paryżu, Warszawie czy Krakowie może także ulokować swój tekst.

Po kilku edycjach pisma założyliśmy w ubiegłym roku stowarzyszenie o tej samej nazwie. Ten krok został podyktowany tym, że jako wydawca-firma prywatna byliśmy wykluczeni z wielu interesujących projektów. Jest też drugi ważny powód: jako stowarzyszenie chcemy prowadzić m.in. działalność edukacyjną i szerszą działalność wydawniczą.

G.Ż.: Kiedy doszedł Pan do wniosku, że problem pamięci o dawnych mieszkańcach tych obszarów jest naprawdę ważny? Co skłoniło Pana do zajęcia się tą tematyką?

Z.P.: Żydowską przeszłością interesuję się od ponad 20 lat. Jest pewnym paradoksem, że początkowo pisałem o Krakowie. Może dlatego, że moja mama pochodzi z Galicji. Urodziła się w Brodach, a jej rodzina mieszkała w Krakowie i pobliskich Wadowicach czy też Kalwarii Zebrzydowskiej. Jeździłem na festiwal na Kazimierzu, przyjaźniłem się z krakowskimi Żydami mieszkającymi po wojnie w Izraelu, odwiedzałem swoją rodzinę. Dopiero po kilku latach zacząłem odkrywać żydowski Poznań i wielokulturową Wielkopolskę. Tym co mnie zdumiało i nadal zaskakuje to niski poziom wiedzy na ten temat wśród poznaniaków. Powiedziałbym nawet mocniej: brak wrażliwości na żydowską i niemiecką przeszłość wynikającą, zwłaszcza w tym drugim przypadku, pewnie z urazów, doznanych krzywd, stereotypów i takiej to a nie innej „urody” poznaniaków.

Najważniejsze było spotkanie z dawnymi mieszkańcami. Fira, Rola, Ida, Viola, Anna, Madzia, Łucja, Henryk, Jurek, Adek, Lowa, Noach i jeszcze kilka innych osób to grupa z którą się zaprzyjaźniłem. Jestem dumny z tego, że obdarzyli mnie zaufaniem. Odwiedzałem i odwiedzam ich w Izraelu. Początkowo spisywałem ich opowieści i tak powstała książka „Siwe kamienie” wydana także w Anglii w wydawnictwie Vallentine Mitchell. Ale każdy rok przynosi straty. Przyjaciół ubywa ! Pozostaje pamięć i tych kilka słów, które udało mi się zapisać o ich życiu w przedwojennym Poznaniu, obozowej tułacze czy pierwszych latach wolności: w niepodległej Polsce czy odrodzonym w 1948 roku państwie Izrael.

G.Ż.: Czy według Pana Poznań jest miastem przyjaznym dla Żydów? Chodzi mi także o tolerancję ludzi o odmiennych przekonaniach religijnych w ogóle.

Z.P.: Nie ma dobrej odpowiedzi na to pytanie. Jest różnie. Bywa, że antysemicki napis zamazywany jest po kilku godzinach od jego powstania. Jest i odwrotnie- gdy przez kilka miesięcy nikt go z muru nie usuwa. Trudno też powiedzieć, że Poznań jest lub nie jest miastem przyjaznym dla Żydów. To ludzie mogą być różni i są. Ktoś maluje antysemickie napisy, ktoś inny je zamazuje. To jedyna prawda o tym mieście na który olbrzymi cień rzuca endecka ideologia i endecka działalność okresu międzywojennego. Dzisiaj w Poznaniu znajdziemy wiele pięknych i przyjaznych działań związanych z polsko-żydowską przeszłością i teraźniejszością. Wiele z nich jest powierzchownych, goniących za modą, ale są i takie, które dotykają spraw bardzo poważnych i zasadniczych.

Pyta Pan o tolerancję. Nie potrafię powiedzieć jaki jest jej poziom. Myślę, że młode pokolenie jest bardziej otwarte, ale to ich rodzice dyktują w tym mieście jakość społecznego dyskursu. Dyskursu, któremu zarzuca mu się konformizm i jest w tym sporo prawdy.

G.Ż.: Zbliża się Wielkanoc, jak i czy w ogóle Żydzi obchodzą to święto? Czy mają swój „odpowiednik” Wielkanocy?

Z.P.: Oczywiście Żydzi nie obchodzą katolickich świąt bo przecież nie uznają Jezusa za Mesjasza, syna Boga. Jest on dla nich ewentualnie prorokiem, nauczycielem. Podkreślają, że był on Żydem, modlił się w synagodze i jak każdy chłopiec był obrzezany. Jak wszyscy jego bracia obchodził żydowskie święta, w tym bardzo ważne święto Pesach, które w tym roku przypada na tydzień przed Wielkanocą. Upamiętnia ono wyjście Żydów z Egiptu w XIII w. p.n.e. Ma także rolniczy charakter. Dzisiaj najważniejszą częścią Pesach jest wieczerza sederowa. Na stole kładzie się trzy mace, barani udziec, gorzkie zioła, jajko pieczone posypane popiołem. Stoi też duży kielich przeznaczony dla Eliasza. Można się doszukiwać pewnych analogii między świętami żydowskimi i chrześcijańskimi jednak trzeba pamiętać, że starszymi braćmi są tu przecież Żydzi.

G.Ż.: Jakie ma pan plany prywatne/zawodowe na ten rok? Może kolejne przedsięwzięcia?

Z.P.:Plany na ten rok dotyczą kolejnej edycji pisma „Miasteczko Poznań”. O innych planach nie chciałbym mówić bo ich wrogiem jest ustawiczny brak czasu z którym walka nie zawsze jest możliwa. Ponieważ zbliżają się święta chciałbym wszystkim czytelnikom życzyć spędzenia ich w rodzinnym gronie. A sobie będę życzył to, czego sobie życzymy podczas święta Pesach, przy czwartym toaście: ba-szana ha-baa bi-Jeruszalaim. Co znaczy: w przyszłym roku w Jerozolimie.

 
© 2009 Dobry Portal