|
Dawne zawody wracają do łask. Ich przedstawiciele mogą teraz nieźle zarobić. Dziś zegarmistrz, który jeszcze kilka lat temu przymierał głodem i był bliski zamknięcia zakładu odziedziczonego po ojcu, naprawia drogie, unikatowe mechanizmy za odpowiednio wysokie honorarium.
Jego profesja stała się elitarna.
Pozornie zegarmistrza znaleźć łatwo. Ale nie do końca tak jest. W niektórych punktach można wymienić baterię czy pasek, i to wszystko. Nie każdy, kto nazywa się zegarmistrzem, da sobie radę z wymianą zepsutej części. Pomijając już fakt, że nie będzie umiał jej znaleźć. Zegarki to precyzyjne mechanizmy. Praca nad nimi jest czasochłonna. Wymaga cierpliwości, skupienia i nierozproszonej niczym uwagi. Nad jednym zegarkiem siedzi się kilka godzin. Drogi zegarek - bogaty klient? Tu nie ma reguł. Zdarza się, że czasomierz dobrej firmy, zakupiony w lepszych czasach, przynosi ubogi emeryt. A naprawa kosztuje. Podstawowe części, jak koło minutowe, kotwica, koło sekundowe to wydatek kilkudziesięciu złotych. Zegarmistrze nie zbijają jednak kokosów. Naturalnie są mistrzowie tego fachu. Dużo zależy tu od tradycji, renomy, miejsca. Zakład funkcjonujący od wielu lat, od pokoleń w rękach tej samej rodziny, ma przewagę nad kimś, kto dopiero zaczyna. Ten zawód miał za sobą naprawdę trudny okres. Zaliczano go do grupy profesji wymierających. W latach 90. zaczął się boom na tanie zegarki. Jednorazowe, czyli takie, których nie opłacało się nosić do naprawy. Gdy przestawały chodzić, wyrzucało się je do kosza, jak zapalniczkę. Dopiero od paru lat tendencja nieco się odwróciła. Dzisiaj znów rośnie liczba osób skłonnych wydać na czasomierz duże pieniądze. W galeriach większych miast pojawiły się ekskluzywne sklepy. To powinno w rezultacie wpłynąć na wzrost liczby klientów - liczą zegarmistrze. Czy jednak ta tendencja będzie miała stały charakter? Czy nabierze tempa? Czas pokaże. Justynaweb Repliki zegarków |