Wolna Europa zaczęła się w Polsce PDF Drukuj Email

Jak co roku początek maja skłania do refleksji patriotycznych. W tym roku dotyczą one zwłaszcza najnowszej historii Polski.

 

Mija właśnie 20 lat od historycznych obrad okrągłego stołu. Po latach wydarzenie to oceniane jest bardzo różnie. Generalnie jesteśmy świadkami dwóch skrajnych postaw. Z jednej strony są ludzie, którzy uważają, że okrągły stół był jak cud nad Wisłą. Tymczasem coraz częściej mówi się, że rozmowy okrągłego stołu były tylko finałem wcześniejszych ustaleń. Historycy przyznają, że władza miała poczucie rozpadu systemu. Gdyby tak nie było, nie szukałaby kompromisu ze zwalczaną przez lata opozycją. Stąd określenie cudu nie może mieć tutaj miejsca. Zgodzę się, że był to cud w tym znaczeniu, że kilka wcześniejszych pokoleń było przekonanych, że komunizm będzie trwał bardzo długo, a do rozsadzenia tego systemu potrzeba będzie rzeczywiście cudu.

Na drugim biegunie znajdują się ci, którzy twierdzą, że okrągły stół był narodową zdradą - efektem zgniłego kompromisu pomiędzy czerwonymi a różowymi. Bzdurność tej tezy widzi każdy przeciętnie myślący człowiek, jeśli tylko zda sobie sprawę, że to władza rozdawała wówczas karty. Istniał przecież jeszcze Związek Radziecki, wielu podkreśla, że istniała groźba interwencji. Trudno sobie wyobrazić, aby okrągły stół doszedł do skutku bez akceptacji Michaiła Gorbaczowa. Ci zatem, którzy odsądzają sygnatariuszy okrągłego stołu od czci i wiary, szybko zapomnieli o okolicznościach historycznych. Krytyka z perspektywy 20 lat zawsze jest łatwiejsza, co nie oznacza, że wszyscy owi krytycy mają rację.

Bez wątpienia to co stało się po okrągłym stole może budzić pewne rozczarowania. Młode pokolenie historyków podkreśla, że rozczarowanie okrągłym stołem może czuć społeczeństwo, a zwłaszcza ta jego część, która aktywnie brała udział w "Solidarności". Okazało się bowiem, że beneficjentami zmian stała się wąska grupa osób. Smaczku dodaje fakt, że niejednokrotnie byli to byli partyjni prominenci, którzy z aparatczyków stali się ludźmi biznesu. Jeszcze gorzej było na szczeblu lokalnym, gdzie tak zwana samorządność jeszcze długo pozostawała w rękach ludzi starego układu. Lokalni solidarnościowi działacze mieli prawo do rozczarowania, bo przecież nie tak miało być.

Czy jednak mogło być inaczej? Czy negocjatorzy z Lechem Wałęsą, Tadeuszem Mazowieckim i Adamem Michnikiem na czele mogli wynegocjować więcej? Podziwiam tych odważnych, którzy starają się na to pytanie odpowiedzieć. Wydaje się, że nie, bo to władza, a nie Solidarność rozdawała karty. To, co w polityce cenne: dialog, kompromis, zdolność do rozmowy sprawiły, że w Polsce nie polała się krew. To wielka, dziś czasem zapomniana zasługa. Łatwo dziś krytykować i osądzać. Tymczasem to właśnie dzięki rozmowom okrągłego stołu, dziś każdy może powiedzieć to, co myśli bez obaw o swoje życie.

Nie wiemy, co stałoby się, gdyby przed dwudziestu laty nie było nas stać na te trudne przecież rozmowy. Polityka zawsze wymaga kompromisu, bo trudno, aby wszyscy myśleli jednakowo. Są tacy, którzy chcieliby aby i dziś wszyscy politycy byli praktykującymi katolikami, myśleli tak samo, albo przynajmniej podobnie. Niestety to nie możliwe. Demokracja to pluralizm, kompromis, zdolność do dialogu ze wszystkimi - zwłaszcza z tymi, którzy mają odmienny niż nasz pogląd na rzeczywistość. Bez obecności tych wartości w życiu politycznym i społecznym, wracamy swym myśleniem do komunizmu, który chciał przecież sprawić, abyśmy myśleli jednakowo. Z perspektywy lat widzimy, że to nie możliwe. Ładnie ukazał to ks. Józef Tischner, który pisał w jednym ze swoich artykułów: Dialog oznacza, że ludzie wyszli z kryjówek, zbliżyli się do siebie, rozpoczęli wymianę zdań. Początek dialogu – wyjście z kryjówki – jest już dużym wydarzeniem. Trzeba się wychylić, przekroczyć próg, wyciągnąć rękę, znaleźć wspólne miejsce do rozmowy. To właśnie dziś - dzięki zdolności Polaków do tych wspólnych rozmów - możemy cieszyć się obecnością w NATO i Unii Europejskiej. Jak cenny to dar, przypomniał nam Jan Paweł II, który przemawiając w maju 2003 roku na Placu św. Piotra. Podkreślał, że dzięki obecność w tych strukturach jest wyrazem dziejowej sprawiedliwości dzięki której "Polska znalazła sobie właściwe miejsce, które się jej należy ze względu na wkład w historię Europy". Dziś staramy się jak umiemy, aby współdecydować o losach Europy i coraz jaśniej widzimy, że naród polski ze swoim przywiązaniem do tradycji i chrześcijańskich korzeni może wnieść bezcenny wkład w budowanie kontynentu i ponowne odkrywanie wartości, które go ukształtowały.

Okrągły stół rozpoczął rozpad komunizmu w Europie. Upadek muru berlińskiego był finałem, a nie jak chcieliby tego na Zachodzie, początkiem. Wolna Europa Środkowo-Wschodnia zaczęła się w Polsce.


Krzysztof Roszkowski

 
© 2009 Dobry Portal